W liście Jakuba mamy zapisane takie słowa:
"Wyznawajcie tedy grzechy jedni drugim i módlcie się jedni za drugich, abyście byli uzdrowieni. Wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego." ( Jak.5:16 )
Już kiedyś na ten temat pisałem na tym blogu w temacie: 'WYZNAWANIE GRZECHÓW' do którego zapraszam. Nie chcę się więc szczegółowo tutaj rozpisywać bo w powyższym tytule artykułu szerzej napisałem, a także w artykule pt.:
Zachęcam do zapoznania się więcej i głębiej w temacie powyższych tytułów artykułów, gdzie się bardziej szczegółowo można z tym tematem zapoznać. Tutaj chcę jednak zająć jednym aspektem tego tematu, albo też wyznać moje osobiste podejście do tego tematu, moje obawy, ale też pragnienie i potrzebę mojego serca. Otóż nie raz mam do ochotę i pragnienie w sercu, aby pójść do wierzącej osoby i porozmawiać nie tylko o swoich troskach, ziemskich problemach, ale także o swoich grzechach. Oczywiście nie na zasadzie, jak to ma miejsce w kościele katolickim czyli do konfesjonału i na kolanach mówić księdzu swoje grzechy, spowiadając się, ale raczej prosić daną osobę o wsparcie modlitewne z walką z grzechem, ale jednak pojawia się inny problem. Obawa przed odrzuceniem, że ta osoba się do mnie zrazi, uprzedzi, odsunie się, w jakiś sposób potępi i co gorsza rozpowie to innym wierzącym z grupy czy ze zboru lub kościoła. Człowiek siłą rzeczy kierują się opinią innych i boi się negatywnego podejścia zamiast pomocy bo ta osoba teraz uważa Cię za taką świętą, a jak się dowie o twoim grzechu to się zgorszy i zmieni opinię na twój temat. Czy takich obaw nie macie? Wiem, że tak nie powinno być, że świadomie wierzący w Chrystusie ludzie Cię odrzucą i jeszcze z tego będą płotki i wstyd. Kościół to powinna być Boża rodzina i pewne rzeczy powinny zostać pomiędzy Bogiem a osobą, która przyszła z wyznaniem swojego grzechu a osobą przed którą się otworzyliśmy i powinien być bój modlitewny o osobę mającą problem z jakimś grzechem czy grzechami z którymi sobie nie radzi a nie jej potępienie. Wierzę jednak, że rozwiązanie przychodzi od Boga nie od człowieka. Pan JEZUS CHRYSTUS wszak mówi:
"... że jeśliby dwaj z was na ziemi uzgodnili swe prośby o jakąkolwiek rzecz, otrzymają ją od Ojca mojego, który jest w niebie." ( Ew.Mat.18:19 )
Czy macie taki problem jak ja , czy tylko że mną jest coś nie tak ?
Nie jestem człowiekiem idealnym, bezgrzesznym, idealnym w rodzaju świętoszka. Mam swoje problemy i grzech mi niestety nie obcy i walczę z nim niejednokrotnie przegrywając, jednak chcę z Panem Jezusem Chrystusem, z Bogiem iść przez życie, mimo wszystko, ale czasami mam ochotę by przyjść do wierzącej osoby i poprosić o modlitwę wyznając swój grzech ale się boję, nie do końca ufam moim braciom i siostrom w Chrystusie. Tak, wiem, że to głupie i powinniśmy być ze sobą, jak kochająca się rodzina iść za sobą nawet w ogień czy wodę, (generalnie mam ograniczone zaufanie do ludzi) . Pan Jezus Chrystus nawet mówił, że mamy się tak miłować, jak On nas umiłował, ale czy tak naprawdę się miłujemy? Być może problem jest we mnie, jeśli tak to PRZEPRASZAM 😔


